Rządowe sposoby na ograniczenie szarej strefy
Leszek Kostrzewski
2008-05-12, ostatnia aktualizacja 2008-05-12 01:21
Od przyszłego roku renciści będą mogli dorabiać bez ograniczeń, a wydatki na gosposie będzie można odpisać od podatków - to sposób Ministerstwa Pracy na ograniczenie szarej strefy.
ZOBACZ TAKŻE
- Mandaty w 2007 r. za ponad pół miliarda zł (06-06-08, 13:19)
- Rząd obcina wydatki, 15 proc. podwyżek nie będzie (14-05-08, 08:14)
- Dorabianie to rehabilitacja? (13-05-08, 21:16)
- Gospodarka się rozwija, szara strefa nie maleje (28-04-08, 20:45)
- MPiPS: szara strefa jest szacowana na 9-10 proc. (28-04-08, 13:57)
- Bułgaria straciła 25 mld euro z powodu przemytu i szarej strefy (16-04-08, 13:56)
- "Dz": Co trzeci bezrobotny zarabia w szarej strefie (08-04-08, 09:01)
- Rząd chce wywabić nianie z szarej strefy (13-02-08, 23:02)
Czekamy na Wasze opinie: listydogazety@gazeta.pl
Nielegalne zatrudnienie to poważny problem na polskim rynku pracy.
Według Mateusza Walewskiego z Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych (CASE) aż 10 proc. ogółu osób zatrudnionych może wykonywać pracę w szarej strefie. To 1,3 mln osób. Traci na tym budżet państwa, bo ma mniejsze wpływy z podatków. Mniej składek ma również ZUS, który z bieżących wpływów od legalnie zatrudnionych pracowników finansuje świadczenia społeczne. Im mniej składek, tym mniej pieniędzy na emerytury, zasiłki, renty.
Rencista tak, emeryt nie
Aby temu zaradzić, resort pracy chce przestać ograniczać możliwości dorabiania sobie przez rencistów. Teraz mają oni ustalone limity. Jeśli dorabiając przekroczą 70 proc. średniej płacy (obecnie ok. 2029 zł), renta jest im częściowo zmniejszana, jeśli jego zarobek przekroczy ponad 130 przeciętnej płacy (ok. 3700 zł), renty nie dostaje w ogóle. Odzyska ją dopiero, gdy jego zarobki spadną. Resort pracy uważa, że renciści obawiając się utraty świadczenia, uciekają w szarą strefę.
Zniesienie limitów to konieczność w sytuacji, gdy - jak zapewnia ministerstwo - z powodu emigracji zarobkowej w legalnych firmach brakuje rąk do pracy.
W Polsce mamy ok. 1,2 mln rencistów, średnie ich świadczenie to ok.1050 zł.
Jednym z nich jest pan Marian z Katowic. Na rencie od trzech lat. W ubiegłym roku otworzył niewielką kwiaciarnię. Ze względu na wysokie zarobki ZUS potrąca mu 200 zł renty.
- Zniesienie limitu sprawi, że te 200 zł wróci do mojej kieszeni, będą mógł je inwestować. Zyska też państwo, bo zapłacę mu większe podatki - mówi rencista biznesmen.
Ministerstwo nie jest jednak konsekwentne. O ile ulży rencistom, o tyle nic nie zamierza zmieniać sytuacji wcześniejszych emerytów, którzy mają identyczne co renciści limity w dorabianiu.
Wcześniejszy emeryt nadal nie będzie mógł dorobić, ile chce.
- Nie powinno być tu różnicy, jeśli chcemy likwidować szarą strefę i zwiększać legalne zatrudnienie, wcześniejsi emeryci powinni mieć takie same prawa w dorabianiu jak renciści - mówi Jeremi Mordasewicz.
Docelowo jego zdaniem trzeba jednak likwidować możliwość przejścia na wcześniejszą emeryturę. Ten przywilej powinien być ograniczony dla nielicznych, pracujących w najtrudniejszych warunkach.
Obecnie mamy w Polsce blisko 4,5 mln emerytów. Z tego co czwarty pobiera wcześniejszą emeryturę.
Minister pracy Jolanta Fedak od kilku miesięcy powtarza, że jeszcze w tym roku przygotuje ustawę, która wcześniejsze emerytury ograniczy do zaledwie 40 stanowisk pracy (z ponad 1 tys. stanowisk dzisiaj). Ustawy wciąż jednak nie widać.
100 tysięcy niań wychodzi z "podziemia"
Kolejny sposób resortu na nielegalne zatrudnienie to specjalna ustawa, która pozwoli całość kosztów legalnego zatrudnienia opiekunek do dzieci odpisać od dochodu. W czerwcu ma ona trafić do Sejmu. Według resortu wyciągnie z "podziemia" ok. 100 tys. nielegalnie zatrudnionych niań. Pomoże to młodym matkom szybko powrócić do pracy. Dziś mają problem, bo nie mają z kim zostawić dziecka w domu, a żłobków jest zdecydowanie za mało.
Eksperci wątpią jednak w skuteczność nowego prawa. Podobne przepisy wprowadzono już w listopadzie 2005 roku. Okazały się wielkim bublem. Potencjalne korzyści przyćmiły liczne ograniczenia. I tak gosposię trzeba było zatrudniać nieprzerwanie przez 12 miesięcy - w tym czasie nie można było jej zwolnić, nawet jeśli okazało się, że źle pracowała. Poza tym gosposia mogła pracować tylko w jednym miejscu. Nic więc dziwnego, że legalne zatrudnienie znalazło raptem kilkadziesiąt niań, a z przepisów o uldze państwo szybko się wycofało. Czy planowane przepisy też będą miały liczne ograniczenia? Resort pracy zapewnia, że odpowie wkrótce.
Nie ma o co kruszyć kopii - mówi Jeremi Mordasewicz. - Jeśli nie będzie bardziej systemowych zmian, przepisy o nianiach nie ograniczą szarej strefy.
Nielegalne zatrudnienie to poważny problem na polskim rynku pracy.
Według Mateusza Walewskiego z Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych (CASE) aż 10 proc. ogółu osób zatrudnionych może wykonywać pracę w szarej strefie. To 1,3 mln osób. Traci na tym budżet państwa, bo ma mniejsze wpływy z podatków. Mniej składek ma również ZUS, który z bieżących wpływów od legalnie zatrudnionych pracowników finansuje świadczenia społeczne. Im mniej składek, tym mniej pieniędzy na emerytury, zasiłki, renty.
Rencista tak, emeryt nie
Aby temu zaradzić, resort pracy chce przestać ograniczać możliwości dorabiania sobie przez rencistów. Teraz mają oni ustalone limity. Jeśli dorabiając przekroczą 70 proc. średniej płacy (obecnie ok. 2029 zł), renta jest im częściowo zmniejszana, jeśli jego zarobek przekroczy ponad 130 przeciętnej płacy (ok. 3700 zł), renty nie dostaje w ogóle. Odzyska ją dopiero, gdy jego zarobki spadną. Resort pracy uważa, że renciści obawiając się utraty świadczenia, uciekają w szarą strefę.
Zniesienie limitów to konieczność w sytuacji, gdy - jak zapewnia ministerstwo - z powodu emigracji zarobkowej w legalnych firmach brakuje rąk do pracy.
W Polsce mamy ok. 1,2 mln rencistów, średnie ich świadczenie to ok.1050 zł.
Jednym z nich jest pan Marian z Katowic. Na rencie od trzech lat. W ubiegłym roku otworzył niewielką kwiaciarnię. Ze względu na wysokie zarobki ZUS potrąca mu 200 zł renty.
- Zniesienie limitu sprawi, że te 200 zł wróci do mojej kieszeni, będą mógł je inwestować. Zyska też państwo, bo zapłacę mu większe podatki - mówi rencista biznesmen.
Ministerstwo nie jest jednak konsekwentne. O ile ulży rencistom, o tyle nic nie zamierza zmieniać sytuacji wcześniejszych emerytów, którzy mają identyczne co renciści limity w dorabianiu.
Wcześniejszy emeryt nadal nie będzie mógł dorobić, ile chce.
- Nie powinno być tu różnicy, jeśli chcemy likwidować szarą strefę i zwiększać legalne zatrudnienie, wcześniejsi emeryci powinni mieć takie same prawa w dorabianiu jak renciści - mówi Jeremi Mordasewicz.
Docelowo jego zdaniem trzeba jednak likwidować możliwość przejścia na wcześniejszą emeryturę. Ten przywilej powinien być ograniczony dla nielicznych, pracujących w najtrudniejszych warunkach.
Obecnie mamy w Polsce blisko 4,5 mln emerytów. Z tego co czwarty pobiera wcześniejszą emeryturę.
Minister pracy Jolanta Fedak od kilku miesięcy powtarza, że jeszcze w tym roku przygotuje ustawę, która wcześniejsze emerytury ograniczy do zaledwie 40 stanowisk pracy (z ponad 1 tys. stanowisk dzisiaj). Ustawy wciąż jednak nie widać.
100 tysięcy niań wychodzi z "podziemia"
Kolejny sposób resortu na nielegalne zatrudnienie to specjalna ustawa, która pozwoli całość kosztów legalnego zatrudnienia opiekunek do dzieci odpisać od dochodu. W czerwcu ma ona trafić do Sejmu. Według resortu wyciągnie z "podziemia" ok. 100 tys. nielegalnie zatrudnionych niań. Pomoże to młodym matkom szybko powrócić do pracy. Dziś mają problem, bo nie mają z kim zostawić dziecka w domu, a żłobków jest zdecydowanie za mało.
Eksperci wątpią jednak w skuteczność nowego prawa. Podobne przepisy wprowadzono już w listopadzie 2005 roku. Okazały się wielkim bublem. Potencjalne korzyści przyćmiły liczne ograniczenia. I tak gosposię trzeba było zatrudniać nieprzerwanie przez 12 miesięcy - w tym czasie nie można było jej zwolnić, nawet jeśli okazało się, że źle pracowała. Poza tym gosposia mogła pracować tylko w jednym miejscu. Nic więc dziwnego, że legalne zatrudnienie znalazło raptem kilkadziesiąt niań, a z przepisów o uldze państwo szybko się wycofało. Czy planowane przepisy też będą miały liczne ograniczenia? Resort pracy zapewnia, że odpowie wkrótce.
Nie ma o co kruszyć kopii - mówi Jeremi Mordasewicz. - Jeśli nie będzie bardziej systemowych zmian, przepisy o nianiach nie ograniczą szarej strefy.
Na hasło "inspektor" uciekają co sił w nogach
Co trzeba zrobić, by zmniejszyć pracę na czarno?
Mateusz Walewski z CASE: - Przede wszystkim musimy obniżyć koszty pracy dla osób, które zarabiają najmniej, czyli w okolicach minimalnej pensji 1200-1300 zł, bo to oni najczęściej pracują w szarej strefie. Zmniejszenie kosztów sprawi, że legalna praca będzie im się opłacać - zapewnia.
Kolejny postulat Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych to uproszczenie prawa, systemu zatrudnienia i bardziej elastyczny kodeks pracy. Poza tym według Centrum trzeba zmienić zasady rejestracji pracownika. Dziś pracodawcy zatrudniają Kowalskiego, ale nie podpisują z nim umowy o pracę. W razie kontroli tłumaczą, że Kowalski pracuje dopiero kilka dni i na podpisanie umowy mają jeszcze czas. Takie działanie jest możliwe, bo pracodawca ma aż siedem dni od dnia zatrudnienia pracownika na zgłoszenie go do ZUS. Zawsze może więc powiedzieć, że te siedem dni jeszcze nie minęło.
Ważny jest też system kontroli.
- Szara strefa kwitnie, bo przedsiębiorcy nie boją się zatrudniać na czarno - zapewnia Walewski. Dlaczego? Bo niewielkie jest prawdopodobieństwo wykrycia oraz niskie kary. Inspektor pracy może nałożyć mandat maksymalnie do 2 tys. zł.
- Potrzebna jest więc współpraca Państwowej Inspekcji Pracy z urzędami skarbowymi, ZUS, aby wymieniali się informacjami, wspólnie urządzali kontrolę - zaleca CASE.
Problemy z kontrolą potwierdza Marian Szyszko, zastępca okręgowego inspektora pracy w Szczecinie: - Na bieżąco sprawdzamy legalność zatrudnienia, jednak bywają sytuacje trudne.
Załóżmy, że inspektor wybiera się na kontrolę na budowie. Kiedy ludzie tam pracujący usłyszą słowo "inspektor", uciekają co sił w nogach. Nie ma możliwości ustalenia, kto uciekł. Jak się pyta pracodawcę albo inne osoby to zapewniają. - Panie pierwszy raz tego człowieka na oczy widzieliśmy.
Co trzeba zrobić, by zmniejszyć pracę na czarno?
Mateusz Walewski z CASE: - Przede wszystkim musimy obniżyć koszty pracy dla osób, które zarabiają najmniej, czyli w okolicach minimalnej pensji 1200-1300 zł, bo to oni najczęściej pracują w szarej strefie. Zmniejszenie kosztów sprawi, że legalna praca będzie im się opłacać - zapewnia.
Kolejny postulat Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych to uproszczenie prawa, systemu zatrudnienia i bardziej elastyczny kodeks pracy. Poza tym według Centrum trzeba zmienić zasady rejestracji pracownika. Dziś pracodawcy zatrudniają Kowalskiego, ale nie podpisują z nim umowy o pracę. W razie kontroli tłumaczą, że Kowalski pracuje dopiero kilka dni i na podpisanie umowy mają jeszcze czas. Takie działanie jest możliwe, bo pracodawca ma aż siedem dni od dnia zatrudnienia pracownika na zgłoszenie go do ZUS. Zawsze może więc powiedzieć, że te siedem dni jeszcze nie minęło.
Ważny jest też system kontroli.
- Szara strefa kwitnie, bo przedsiębiorcy nie boją się zatrudniać na czarno - zapewnia Walewski. Dlaczego? Bo niewielkie jest prawdopodobieństwo wykrycia oraz niskie kary. Inspektor pracy może nałożyć mandat maksymalnie do 2 tys. zł.
- Potrzebna jest więc współpraca Państwowej Inspekcji Pracy z urzędami skarbowymi, ZUS, aby wymieniali się informacjami, wspólnie urządzali kontrolę - zaleca CASE.
Problemy z kontrolą potwierdza Marian Szyszko, zastępca okręgowego inspektora pracy w Szczecinie: - Na bieżąco sprawdzamy legalność zatrudnienia, jednak bywają sytuacje trudne.
Załóżmy, że inspektor wybiera się na kontrolę na budowie. Kiedy ludzie tam pracujący usłyszą słowo "inspektor", uciekają co sił w nogach. Nie ma możliwości ustalenia, kto uciekł. Jak się pyta pracodawcę albo inne osoby to zapewniają. - Panie pierwszy raz tego człowieka na oczy widzieliśmy.
Źródło: Gazeta Wyborcza
Przeczytaj 44
komentarze










