Na GPW "indeksy zostały rzucone w przepaść". Dramatyczna sesja w USA
tm, ISB, PAP, A-Z Finanse
2008-10-06, ostatnia aktualizacja 2008-10-07 00:25
WIG20 stracił dziś 133,9 pkt i zakończył notowania na poziomie 2.218,3pkt. Minimum sesji ukształtowane zostało na poziomie 2.203,5 pkt i było ono również najniższym punktem głównego indeksu GPW w tym roku. Przecena dotknęła też giełdy europejskie, które straciły dziś ponad 5,5-9 proc. Fatalnie było też dziś w USA, gdzie indeks Dow Jones spadł o ponad 3,5 proc.
ZOBACZ TAKŻE
- Czas na zdecydowaną korektę (13-10-08, 08:39)
- Sobolewski: Gdy uspokoi się "tumult" rynek będzie zyskiwał (10-10-08, 14:48)
- XTB: Mamy kryzys totalny. Panika na otwarciu sesji na GPW, ale co dalej? (10-10-08, 08:40)
- Cięcie stóp "prawie" pomogło, Dow Jones "tylko" 189 punktów w dół (08-10-08, 23:02)
- GPW w dół, formuje się historyczne dno? (07-10-08, 12:49)
- Dramatyczna przecena na Wall Street (07-10-08, 07:28)
- Kto w górę, kto w dół - statystyka sesji giełdowej (06-10-08, 18:02)
- Największy od lat spadek na giełdzie w Londynie (06-10-08, 18:00)
- Giełdy w Moskwie - tak wygląda krach (06-10-08, 17:58)
- Przecena na Wall Street (06-10-08, 17:30)
- Przywódcy UE chcą uspokoić rynki finansowe (06-10-08, 14:59)
- Hypo Real w dół aż o ponad 40 proc. (06-10-08, 13:24)
- Plan Paulson'a nie zdołał poprawić nastrojów (06-10-08, 09:49)
- Giełda wciąż tkwi w objęciach bessy (03-10-08, 20:27)
Dzisiejszą sesję WIG20 podobnie jak inne europejskie parkiety rozpoczął ze znaczną stratą wynoszącą 3,35 proc. w stosunku do piątkowego zamknięcia. Była to reakcje na piątkowe spadki na Wall Street, gdzie tamtejsze indeksy bez zbędnej euforii odebrały wiadomość dotyczącą przyjęcia zmienionego planu pomocy dla rynków finansowych. S&P500 oraz DJIA zanotowały straty wynoszące odpowiednio 1,35 proc. oraz 1,50 proc.
"Przez pierwszą część sesji WIG20 pozostawał w trendzie spadkowym, wyznaczonym przez tracące na wartości kontrakty na amerykańskie indeksy, które przyczyniły się do ustanowienia minimum na poziomie 2221pkt. W tym czasie po więcej niż 7 proc. traciły walory Pekao, GTC i KGHM. Po godz. 12 nastąpiło korekcyjne odbicie i warszawski indeks grupujący spółki o największej kapitalizacji podobnie jak sąsiednie parkiety zaczął odrabiać stracone w pierwszych godzinach punkty"- ocenił analityk Beskidzkiego Domu Maklerskiego Marcin Stebakow.
W poniedziałek na rynek nie napłynęły żadne dane danymi makro, które mogłyby wpłynąć na bieżącą sytuację. Dlatego też WIG20 podążał za tendencją dyktowaną przez amerykański rynek terminowy oraz wyczekiwał na rozpoczęcie handlu na Wall Street.
"Otwarcie giełd w Nowym Jorku po raz kolejny ujawniło pesymizm inwestorów spowodowany planem pomocy. Główne indeksy tamtejszego parkietu otwarły się z ponad 2 proc. stratą i z minuty ma minutę pogłębiały spadek.
Pochodną problemów finansowych były spadki metali. Gracze wyrażali tym samym swoje obawy odnośnie możliwości spowolnienia tempa światowego wzrostu gospodarczego, co ograniczyłoby popyt na surowce - skomentował Stebakow. O godz. 16.30 indeks S&P500 notowany był ze stratą wynoszącą 4,8 proc. a indeks Dow Jones spadł poniżej 10 000pkt.
Podczas handlu notowania miedzi zniżkowały o blisko 7 proc. do najniższego poziomu od niemal 20 miesięcy, przyczyniając się tym samym do dużej przeceny walorów KGHM (-10,1%). Dwucyfrowe spadki dotknęły też CEZ, BRE Bank oraz GTC, które straciły odpowiednio 10,5 proc., 11,1 proc., oraz 13,1 proc.
Spadały wszystkie spółki i wszystkie sektory. Najlepiej świadczy o tym fakt, że wśród WIG20 oraz mWIG nie było żadnej spółki rosnącej! Zaledwie na sWIGu można było znaleźć aż trzy rosnące spółki, ale są one absolutnie bez znaczenia dla całościowego ujęcia rynku - napisał w komentarzu do sesji zatytułowanym "Indeksy jak kamienie rzucone w przepaść", Krzysztof Barembruch, analityk firmy A-Z Finanse.
Na zamknięciu sesji w poniedziałek WIG20 stracił 5,69% i wyniósł 2.218,29 pkt, zaś WIG spadł o 5,42% do 34.832,29 pkt. Obroty na rynku akcji wyniosły 1,1 mld zł.
Nasz parkiet i tak może mówić o szczęściu, że nie podzielił losów giełdy w Rosji lub Brazylii. Te jeszcze niedawne gwiazdy finansjery były coraz to zawieszane a mimo tego na obecną chwilę spadają odpowiednio o 20 i 15 procent - dodaje Barembuch.
Dramatyczna sesja w USA
Podobnie jak na innych giełdach świata, na nowojorskim parkiecie tydzień rozpoczął się od panicznej wyprzedaży akcji. Inwestorzy obawiali się bowiem, że interwencje rządów państw całego świata nie zadziałają wystarczająco szybko i nie powstrzymają globalnej gospodarki przed recesją.
Jednym z nielicznych optymistycznych akcentów dramatycznej przeceny w USA był fakt, że po południu kursy akcji wyraźnie się odbiły. W trakcie sesji barometr nowojorskiej giełdy, obejmujący 30 największych spółek indeks Dow Jones Industrial Average (DJIA), tąpnął aż o 800 pkt. Pokonał tym samym ustanowiony zaledwie przed tygodniem rekord wielkości jednodniowego spadku.
Około godz. 15.00 spadkowa tendencja odwróciła się i DJIA zdołał odrobić około 400 pkt. strat. Odbicie wiązało się ze spekulacjami, że Rezerwa Federalna może obniżyć stopy procentowe do 1 proc. Mimo to indeks blue chips stracił 3,58 proc. (369,88 pkt.) i po raz pierwszy od czterech lat zamknął się poniżej 10 000 pkt., na poziomie 9 955,50 pkt.
Wskaźnik szerokiego rynku Standard & Poor's 500 zniżkował o 3,85 proc. (42,34 pkt.) do 1056,89 pkt. Indeks Nasdaq stracił 4,34 proc. (84,43 pkt.) i zakończył notowania na poziomie 1862,96 pkt.
Poniedziałek był czwartym z rzędu dniem wyprzedaży akcji na Wall Street. Spośród blisko 3 tys. spółek notowanych na Nowojorskiej Giełdzie Papierów Wartościowych (NYSE), zaledwie 264 odnotowały w poniedziałek wzrost ceny swoich walorów.
"Uwaga inwestorów przesunęła się ze słabości sektora finansowego na stan globalnej gospodarki" - ocenił Georges Ugeus, prezes nowojorskiej spółki Galileo Global Advisors. "Zauważalne są dwa procesy: kryzys finansowy przenosi się na inne sektory gospodarki oraz staje się globalny" - dodał.
"Mamy już za sobą perypetie wokół planu ratowania rynków finansowych i uwaga skupia się teraz na fundamentach, a te nie wyglądają dobrze" - podsumował John Schloegel, wiceprezes firmy zarządzającej aktywami Capital Cities Asset Management.
Przecena na Wall Street stanowiła kontynuację bessy na innych giełdach świata. W związku z eskalacją kryzysu finansowego na Starym Kontynencie, indeks europejskich akcji Dow Jones Stoxx 600 stracił aż 7,59 proc., najwięcej od października 1987 r. Indeks papierów wartościowych całego świata MSCI World Index zniżkował o 5,7 proc. Na giełdach w Rosji, Brazylii i Peru sytuacja była tak napięta, że dla uspokojenia emocji przerywano notowania.
Pikowały indeksy wszystkich 18 europejskich parkietów. Londyński wskaźnik FTSE 100 stracił 7,9 proc., niemiecki DAX 7,07 proc., zaś paryski CAC 40 runął o 9,04 proc. Panika spowodowana była obawami, że zabiegi mające powstrzymać zataczający coraz szersze kręgi kryzys, np. ratowanie przez niemiecki rząd kredytodawcy Hypo Real Estate, nie są dostateczne.
Obawy o niechybne spowolnienie gospodarcze przyczyniły się również do spadku ceny ropy naftowej. Za baryłkę tego surowca na nowojorskiej giełdzie towarowej (NYMEX) płacono w poniedziałek 87,81 dol, o 6,5 proc. (6,07 dol.) mniej niż w piątek. "Czarne złoto" nie było takie tanie od ośmiu miesięcy.
"Przez pierwszą część sesji WIG20 pozostawał w trendzie spadkowym, wyznaczonym przez tracące na wartości kontrakty na amerykańskie indeksy, które przyczyniły się do ustanowienia minimum na poziomie 2221pkt. W tym czasie po więcej niż 7 proc. traciły walory Pekao, GTC i KGHM. Po godz. 12 nastąpiło korekcyjne odbicie i warszawski indeks grupujący spółki o największej kapitalizacji podobnie jak sąsiednie parkiety zaczął odrabiać stracone w pierwszych godzinach punkty"- ocenił analityk Beskidzkiego Domu Maklerskiego Marcin Stebakow.
W poniedziałek na rynek nie napłynęły żadne dane danymi makro, które mogłyby wpłynąć na bieżącą sytuację. Dlatego też WIG20 podążał za tendencją dyktowaną przez amerykański rynek terminowy oraz wyczekiwał na rozpoczęcie handlu na Wall Street.
"Otwarcie giełd w Nowym Jorku po raz kolejny ujawniło pesymizm inwestorów spowodowany planem pomocy. Główne indeksy tamtejszego parkietu otwarły się z ponad 2 proc. stratą i z minuty ma minutę pogłębiały spadek.
Pochodną problemów finansowych były spadki metali. Gracze wyrażali tym samym swoje obawy odnośnie możliwości spowolnienia tempa światowego wzrostu gospodarczego, co ograniczyłoby popyt na surowce - skomentował Stebakow. O godz. 16.30 indeks S&P500 notowany był ze stratą wynoszącą 4,8 proc. a indeks Dow Jones spadł poniżej 10 000pkt.
Podczas handlu notowania miedzi zniżkowały o blisko 7 proc. do najniższego poziomu od niemal 20 miesięcy, przyczyniając się tym samym do dużej przeceny walorów KGHM (-10,1%). Dwucyfrowe spadki dotknęły też CEZ, BRE Bank oraz GTC, które straciły odpowiednio 10,5 proc., 11,1 proc., oraz 13,1 proc.
Spadały wszystkie spółki i wszystkie sektory. Najlepiej świadczy o tym fakt, że wśród WIG20 oraz mWIG nie było żadnej spółki rosnącej! Zaledwie na sWIGu można było znaleźć aż trzy rosnące spółki, ale są one absolutnie bez znaczenia dla całościowego ujęcia rynku - napisał w komentarzu do sesji zatytułowanym "Indeksy jak kamienie rzucone w przepaść", Krzysztof Barembruch, analityk firmy A-Z Finanse.
Na zamknięciu sesji w poniedziałek WIG20 stracił 5,69% i wyniósł 2.218,29 pkt, zaś WIG spadł o 5,42% do 34.832,29 pkt. Obroty na rynku akcji wyniosły 1,1 mld zł.
Nasz parkiet i tak może mówić o szczęściu, że nie podzielił losów giełdy w Rosji lub Brazylii. Te jeszcze niedawne gwiazdy finansjery były coraz to zawieszane a mimo tego na obecną chwilę spadają odpowiednio o 20 i 15 procent - dodaje Barembuch.
Dramatyczna sesja w USA
Podobnie jak na innych giełdach świata, na nowojorskim parkiecie tydzień rozpoczął się od panicznej wyprzedaży akcji. Inwestorzy obawiali się bowiem, że interwencje rządów państw całego świata nie zadziałają wystarczająco szybko i nie powstrzymają globalnej gospodarki przed recesją.
Jednym z nielicznych optymistycznych akcentów dramatycznej przeceny w USA był fakt, że po południu kursy akcji wyraźnie się odbiły. W trakcie sesji barometr nowojorskiej giełdy, obejmujący 30 największych spółek indeks Dow Jones Industrial Average (DJIA), tąpnął aż o 800 pkt. Pokonał tym samym ustanowiony zaledwie przed tygodniem rekord wielkości jednodniowego spadku.
Około godz. 15.00 spadkowa tendencja odwróciła się i DJIA zdołał odrobić około 400 pkt. strat. Odbicie wiązało się ze spekulacjami, że Rezerwa Federalna może obniżyć stopy procentowe do 1 proc. Mimo to indeks blue chips stracił 3,58 proc. (369,88 pkt.) i po raz pierwszy od czterech lat zamknął się poniżej 10 000 pkt., na poziomie 9 955,50 pkt.
Wskaźnik szerokiego rynku Standard & Poor's 500 zniżkował o 3,85 proc. (42,34 pkt.) do 1056,89 pkt. Indeks Nasdaq stracił 4,34 proc. (84,43 pkt.) i zakończył notowania na poziomie 1862,96 pkt.
Poniedziałek był czwartym z rzędu dniem wyprzedaży akcji na Wall Street. Spośród blisko 3 tys. spółek notowanych na Nowojorskiej Giełdzie Papierów Wartościowych (NYSE), zaledwie 264 odnotowały w poniedziałek wzrost ceny swoich walorów.
"Uwaga inwestorów przesunęła się ze słabości sektora finansowego na stan globalnej gospodarki" - ocenił Georges Ugeus, prezes nowojorskiej spółki Galileo Global Advisors. "Zauważalne są dwa procesy: kryzys finansowy przenosi się na inne sektory gospodarki oraz staje się globalny" - dodał.
"Mamy już za sobą perypetie wokół planu ratowania rynków finansowych i uwaga skupia się teraz na fundamentach, a te nie wyglądają dobrze" - podsumował John Schloegel, wiceprezes firmy zarządzającej aktywami Capital Cities Asset Management.
Przecena na Wall Street stanowiła kontynuację bessy na innych giełdach świata. W związku z eskalacją kryzysu finansowego na Starym Kontynencie, indeks europejskich akcji Dow Jones Stoxx 600 stracił aż 7,59 proc., najwięcej od października 1987 r. Indeks papierów wartościowych całego świata MSCI World Index zniżkował o 5,7 proc. Na giełdach w Rosji, Brazylii i Peru sytuacja była tak napięta, że dla uspokojenia emocji przerywano notowania.
Pikowały indeksy wszystkich 18 europejskich parkietów. Londyński wskaźnik FTSE 100 stracił 7,9 proc., niemiecki DAX 7,07 proc., zaś paryski CAC 40 runął o 9,04 proc. Panika spowodowana była obawami, że zabiegi mające powstrzymać zataczający coraz szersze kręgi kryzys, np. ratowanie przez niemiecki rząd kredytodawcy Hypo Real Estate, nie są dostateczne.
Obawy o niechybne spowolnienie gospodarcze przyczyniły się również do spadku ceny ropy naftowej. Za baryłkę tego surowca na nowojorskiej giełdzie towarowej (NYMEX) płacono w poniedziałek 87,81 dol, o 6,5 proc. (6,07 dol.) mniej niż w piątek. "Czarne złoto" nie było takie tanie od ośmiu miesięcy.
Przeczytaj 59
komentarzy
Polecamy tematy:
Oferty finansowe











